Szpiegowanie i wstyd

„Szpiegowanie a wstyd” – chyba nie spodziewałem się takich zapytań (takiego tematu) pojawiających się w wyszukiwarce ale też w rozmowach telefonicznych. To co dla jednych jest oczywiste, drugim stwarza psychiczne problemy, z którymi trudno sobie poradzić. Jaka jest więc odpowiedź na pytanie: czy szpiegowania należy się wstydzić? Moja odpowiedź jest zawsze niezmienna…

Zdrowy rozsądek plus obrona konieczna – te czynniki zawsze wyznaczają granice. W tak zwanych „normalnych warunkach” życia i funkcjonowania człowieka,  szpiegowanie jest niepotrzebne i szkodliwe. Jeśli człowiek do swoich agresywnych, ekspansywnych celów używa podsłuchów, jeśli podgląda za pomocą bezprzewodowej kamery szpiegowskiej kogoś w toalecie, jeśli prowadzi działania prowokacyjne jak znany wszystkim przysłowiowy „Agent Tomek” – to są to przypadki chorych działań. Bez wątpienia są nieetyczne i szkodliwe społecznie. Takie właśnie chore działania nieobce są nie tylko zwykłemu obywatelowi ale także służbom specjalnym, policji i innym instytucjom. Bez wątpienia tego typu akcje w ostatecznym rozrachunku wywołują reakcje w postaci agresji drugiej strony. To ślepa uliczka… To ten mechanizm pozwala służbom różnych krajów wprowadzać systemy totalnie szpiegujące obywateli. Pod przykrywką np. walki z terroryzmem wprowadza się systemy prowadzące całe kraje wprost do rzeczywistości świata wyjętego z książek Orwella. Nadmierna kontrola jest chora tak u obywatela jak i u rządzących krajem. Takie działania są groźne dla wszystkich. Zawsze najwięcej dostaną po głowie ci najsłabsi.

Drugim obliczem szpiegowania i różnych form szpiegostwa jest to co nazywam „obroną konieczną”. Jestem przekonany, że w życiu człowieka czasami występują warunki „stanu wyższej konieczności„. Mam na myśli stan, w którym człowiek nie tylko może ale wręcz powinien skorzystać np. z podsłuchu czy też z urządzenia do monitorowania komputera. Jakie to są stany? Otóż nie mam wątpliwości, że człowiek zdradzany przez swojego partnera, człowiek którego świat zdaje się walić w gruzy z tego powodu ma prawo to zrobić. I nie powinien się wstydzić nawet użycia produktu typu CheckMate badający czy nasienie na bieliźnie jest jego czy nie.  Człowiek, który działa we własnej obronie, gdy sam jest „wrabiany” albo atakowany. Człowiek postawiony z jakiejkolwiek przyczyny pod psychiczną ścianą – ma prawo użyć produktów szpiegujących.

Wyrażam pełne przekonanie, że ów „stan wyższej konieczności życiowej” jest pełnym usprawiedliwieniem. Jest to obrona konieczna. Z pewnością jednak uwzględnić też trzeba zdrowy rozsądek: jeżeli zaistniały stan rzeczy jest wynikiem mojej agresji to, według mnie, tracę prawo do szpiegowania. Członkowie mafii zajmujący się zbieraniem haraczu nie mają moralnego prawa do mówienia o wyższej konieczności w sytuacji otoczenia ich przez grupę antyterrorystyczną… Oni oczywiście tym się nie przejmą ale też nie oni zadają pytanie o etyczną stronę szpiegowania…

Czy istniejące prawo jest wystarczającym wyznacznikiem co jest OK a co nie? Z całą pewnością nie! Zapisy prawne to uproszczenia, które mają nam ułatwić życie (czasami umożliwić). Nie są jednak doskonałe. Prawo nie tylko nie nadąża za rzeczywistością (nawet rozwój elektroniki stawia przed Sądami zapory wyzwania, na których pokonanie potrzebują czasami lat). Prawo nie jest w stanie (bo nie ma jak) skutecznie  uwzględnić, określić i wręcz przyjąć takiego pojęcia jak „stan wyższej konieczności życiowej”. Szpiegowanie męża przez żonę uważa się więc za negatywne mimo, że ona ma prawo wiedzieć czy jej świat rozpada się czy nie. Ma prawo wiedzieć czy przekroczone zostały reguły, na które oboje zdecydowali się w momencie podjęcia decyzji na wspólne życie.

Tak więc prosto mówiąc: jeśli nie czynisz krzywdy i samemu będąc w stanie wyższej konieczności życiowej decydujesz się na szpiegowanie nie powinieneś czuć się źle.

Wiem, że części z tych ludzi, którzy ze mną rozmawiali to ostatnie zdanie pomoże.

Link do tej notki:

http://szpiegowskie.com/?p=195